spis treści
 wiadomości

 

focus

Suzan z zachodu
14.08.2002

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego wszelkiej maści huragany, tajfuny i cyklony noszą imiona, dokładnie tak jak dzieci? Wyjaśnienie tylko u nas.


Właściwie nie wiadomo dlaczego w 1899 r. australijski meteorolog Clement Wragge jeden z cyklonów zbliżających się do północnej części stanu Queensland nazwał imieniem "Anna". Legenda mówi, że był pantoflarzem a żona często urządzała mu głośne awantury z byle powodu, on zaś zwykł był mawiać wówczas, że wygląda jak szalejący huragan. Fakt faktem, że było to wydarzenie przełomowe.

Dzięki niemu odnalezienie i śledzenie trasy huraganu okazało się znacznie łatwiejsze, a przekazywane jak plotki o sąsiadce informacje o zbliżającym się uderzeniu wiatru, znacznie zyskały na szybkości. Huragany nabrały też w oczach mieszkańców wysp i wybrzeży ludzkich cech, z którymi łatwiej było sobie poradzić w trudnych chwilach.

Wcześniej do przekazywania informacji o huraganach używano metody nawigacyjnej - podawano długość i szerokość geograficzną centrum burzy. Trzeba jednak powiedzieć, że była to metoda mocno zawodna. Żeby określić położenie huraganu trzeba było być na tyle blisko, by go widzieć. Chętnych obserwatorów było, rzecz jasna, jak na lekarstwo. Brakowało też szybkich i niezawodnych środków łączności. Burze zaś - niepomne ograniczeń ludzkich możliwości, przemieszczały się w mgnieniu oka z jednego rejonu w inny, zaskakując swym pojawieniem i siejąc śmierć i zniszczenia.

Z kłopotliwym namiarem od wieków próbowano sobie radzić na różne sposoby, z mizernym raczej skutkiem. Szczególny wyjątek stanowił region Indii Zachodnich, czyli dzisiejsze Karaiby z Zatoką Meksykańską. Tu meteorolodzy od stuleci upatrywali w huraganach gniewu bożego i łączyli ataki burzy z postaciami świętych - patronów dni, w których te następowały. Dlatego odnajdziemy w kronikach pod datą 25 lipca 1825 r. huragan Świętej Anny, który uderzając z niezwykłą siłą niewiele zostawił z ówczesnego Puerto Rico; zaś Święty Filip - patron 13 września, nawet dwukrotnie wysyłany był do tego miasta z misją karania grzeszników: w 1876 i 1928 r.

Rewolucyjny pomysł nazywania burz imionami kobiet z roku na rok zyskiwał jednak coraz większe uznanie w męskim światku meteorologów i już w latach 30. ubiegłego wieku na dobre zadomowił się w stacjach ostrzegawczych na całym świecie. Podczas II wojny światowej amerykańscy nawigatorzy US Navy, z czułością nanosili na mapy a to Amy, a to Betty, a to Jane, z nostalgią wspominając młode żony i narzeczone pozostawione w domu. Niektórzy wyżsi oficerowie uważali takie zabawy za nieprzyzwoite i zabraniali posługiwania się tym "slangiem" poza bazami.

W 1953 r. amerykańska armia podjęła próbę unormowania zasad nazywania huraganów. Wraz z przyjęciem międzynarodowego alfabetu fonetycznego przyjęto też zasadę nazywania ich kolejnymi symbolami - np. Alfa, Bravo, Charlie. Nowy system nie przyjął się jednak i wkrótce powrócono do sprawdzonej zasady, że najlepszymi patronkami tropikalnych burz są kobiety. Zwyczaj ten przetrwał do 1978 r. kiedy to na listach huraganów zaczęły się pojawiać także męskie imiona.

Dziś - gdy niemal wszystkie imiona żeńskie, jak i męskie (znane i używane w USA) zostały już wykorzystane po kilkakroć, obserwatorzy pogody coraz częściej nazywają huraganowe wiatry słowami pochodzącymi z lokalnych języków używanych w krajach, którym burze zagrażają. Np. "Chataan" w dialekcie używanym przez mieszkańców wyspy Pohnpei w Mikronezji oznacza "atak tropikalnego deszczu". Dlatego tak właśnie nazwano huragan, który nawiedził w lipcu jeden ze stanów Mikronezji, a także Guam i Mariany Północne, powodując śmierć ponad 40 osób.

Przemysław Przybylski

 
Amerykańskie Centrum Ostrzegania o Tajfunach
 mapa regionu
 gdzie po wizę
 linki
 
Miasto nadziei
90 proc. opali na świecie pochodzi z Australii. Z tego duża większość z Coober Peddy - maleńkiego miasteczka zagubionego gdzieś na środku pustyni Gibsona. Wokół opalu kręci się tu wszystko.

spis treścigdzie po wizęo stroniekontaktenglish